Zwycięzcy konkursu Bezpieczne Gospodarstwo Rolne Państwo Maria i Stanisław Rychtarczykowie prowadzą swoje gospodarstwo w rejonie Bukowiny Tatrzańskiej. Zajmują się hodowlą owiec i mogą się pochwalić znacznymi osiągnięciami, jak np. certyfikat na produkcję oryginalnego oscypka oraz bryndzy. Jako jedni z nielicznych posiadają pozwolenie na wypas stada na Rusinowej Polanie (teren Rezerwatu Przyrody w Tatrzańskim Parku Narodowym).

Pan Rychtarczyk jest góralem z krwi i kości, jak sam określa z pokolenia „baców przedpotopowych”. Mimo, że nie jest zwolennikiem automatyzacji i nowoczesnej techniki udało mu się osiągnąć bardzo wysokie rezultaty w kwestii dbania o bezpieczeństwo w swoim gospodarstwie. W ciekawej rozmowie, którą z nim przeprowadziłam uświadomił mi, że nowoczesne normy BHP nie są pustymi, oderwanymi od rzeczywistości przepisami ale wywodzą się z tradycji i zdrowego rozsądku mądrych, doświadczonych ludzi. Pan Rychtarczyk chętnie podzielił się swoją wręcz ekspercką wiedzą na temat bezpieczeństwa w gospodarstwie rolnym.
Praca z maszynami
Poproszony o rozwinięcie tego wątku Pan Rychtaczyk zaznacza, że pracę trzeba najpierw zaplanować, a przed jej rozpoczęciem dokładnie sprawdzić każdą z maszyn: czy nie jest uszkodzona i czy wszystko jest prawidłowo zabezpieczone. Należy zwracać uwagę na szczegóły, nie wolno lekceważyć przykładowego rzężenia w kosiarce. Każdy tego typu sygnał oznacza, że maszynę trzeba sprawdzić i powymieniać zepsute lub zużyte części. Gospodarz podkreśla również jak ważne jest rozglądanie się wokół siebie podczas pracy z ciężkimi maszynami oraz dopilnowanie aby w ich pobliżu nie znalazły się dzieci.

Wszelkie rady Pana Rychtarczyka dotyczące jakiejkolwiek pracy, nie tylko w gospodarstwie, można podsumować jednym zdaniem: trzeba myśleć co się robi. Do każdego zadania należy podejść z głową, nie wykonywać żadnej pracy w pośpiechu ani pobieżnie.
Ponadto dla zachowania odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa ważny jest ład i porządek. W gospodarstwie Pana Rychtarczyka każde narzędzie ma swoje miejsce na które jest odkładane zaraz po użyciu. Gospodarz zaznacza, że nigdy nie musi szukać klucza kiedy jest mu potrzebny, bo po prostu wie gdzie on jest. Podobny stosunek ma do otoczenia w swoim gospodarstwie. Zadbał aby podwórze było równe i utwardzone.
Jak sam podkreśla jest zwolennikiem tradycji i rozwiązań nie tyle produkowanych masowo co pomysłowych. Na terenie swojego gospodarstwa ma tylko jedną automatyczną bramę. Pozostałe skonstruował sam i otwiera się je za pomocą szybkiego pociągnięcia za sznurek, bo „wtedy człowiek ma poczucie, że nic mu na głowę nie spadnie”.
Praca ze zwierzętami
Wydawać by się mogło, że w przypadku hodowli zwierząt to one są niebezpieczne i mogą stwarzać najwięcej problemów. Pan Rychtarczyk wyjaśnia jednak, że jeśli zna się naturę swoich zwierząt i umie się z nimi odpowiednio obchodzić można łatwo wyeliminować zagrożenia. Martwi go jednak nie tyle podejście zwierząt do ludzi ale ludzi do zwierząt. Apeluje szczególnie do turystów odwiedzających Tatrzański Park Narodowy, aby zachowywali zdrowy rozsądek podczas kontaktu ze stadem. Podkreśla, że kiedy owce mają ruję barany stają się szczególnie agresywne i mogę być niebezpieczne. Zwłaszcza dla dzieci, które lubią głaskać zwierzęta. Podobnie sprawa ma się z owczarkami podhalańskimi, których naturą jest strzeżenie stada przed zagrożeniami. Podczas wypasu owiec psy są niejako w pracy i nie powinno się im przeszkadzać. Gospodarz zaznacza jednak, że współpraca z Tatrzańskim Parkiem Narodowym układa się niezwykle dobrze. W miejscach gdzie wypasane są owce zostały przygotowane specjalne punkty widokowe dla turystów, które oddzielają od nich stado sznurem.

Wypas owiec na hali
Pan Rychtarczyk równie chętnie opowiada o niezwykłym przeżyciu jakim jest przepędzanie owiec na halę. Uważa, że jest to jeden z najpiękniejszych widoków i z pewnością ma sporo racji. Już sama opowieść wzbudza nieodpartą chęć żeby kiedyś go zobaczyć. Gospodarz barwnie opowiadał o szczekających z radości psach, dzwoniących dzwonkach i śpiewie łączącym, wędrujących baców.
Gospodarz zaznacza, że aby być dobrym bacą, „to przede wszystkim trzeba czuć”. Jest bardzo oddany swojej pracy, która stałą się również jego stylem życia. Przed kultywowaniem tradycji, nie powstrzyma go nic, nawet tak poważna operacja jak założony rozrusznika serca. Ze śmiechem wspomina pobyt w szpitalu, kiedy oznajmił zaskoczonej pani doktor, że musi działać szybko, bo piętnastego opuszcza szpital i idzie z owcami na halę. Przypuszczam, że gdyby Pan Rychtarczyk pewnego razu na swojej drodze w górach spotkał Śmierć, poprosiłby ją kulturalnie żeby się odsunęła i nie zagradzała drogi jego stadu.

Wrażenia związane z konkursem Bezpieczne Gospodarstwo Rolne
Gospodarz nie spodziewał się pierwszego miejsca. Jest bardzo zadowolony ze zwycięstwa, jednak nie tylko z powodu atrakcyjnych nagród. Ze smutkiem wspomina sytuację kiedy przed czterema laty brał udział w konkursie i został zdeklasowany przez wielkie, zautomatyzowane gospodarstwa. Opowiadał o molochach z którymi wtedy drobni kultywujący tradycję gospodarze nie mieli szans. Jest bardzo zadowolony, że w tym roku sytuacja się zmieniła. Komisja dała szansę każdemu i oceniła poziom bezpieczeństwa w stosunku do możliwości oraz potrzeb konkretnego gospodarstwa.