Ceny cebuli oszalały, stając się bolączką niejednego kucharza. Wynika to z faktu, że Indie, największy na świecie sprzedawca azjatyckich artykułów spożywczych, zakazały eksportu po przedłużających się ulewach monsunu opóźniających zbiory i zmniejszonych dostawach. A oddani kupcy w całym regionie są oszołomieni.
Niezależnie od tego, czy chodzi o pakistańskie curry z kurczaka, Bangladeszu biryani, czy indyjski sambar, azjatyccy konsumenci poważnie uzależnili się od indyjskich dostaw cebuli do dań na wynos. Krótsze czasy wysyłki niż od konkurencyjnych eksporterów, takich jak Chiny czy Egipt, odgrywają kluczową rolę w zachowaniu smaku łatwo psującego się towaru.
W ostatnią niedzielę New Delhi zakazało całego eksportu z Indii po tym, jak lokalne ceny skoczyły do 4500 rupii (63,30 USD) za 100 kg, co jest najwyższym od prawie sześciu lat, z powodu opóźnienia w zasiewie upraw letnich spowodowanego dłuższymi i cięższym okresem deszczowym niż zwykle.
Od czasu wprowadzenia zakazu kraje takie jak Bangladesz zwróciły się do takich krajów jak Birma, Egipt, Turcja i Chiny, aby zwiększyć podaż w celu obniżenia cen, twierdzą przedstawiciele rządu i handlowcy. Braki jednak ciężko będzie szybko uzupełnić.
Skoki cen na rynku azjatyckim odbijają się echem na rynku międzynarodowym. Polacy niestety nie skorzystają z luki, gdyż nie zdążą wysłać swoich produktów. Niestety mogą odczuć wstrząsy tych zmian cenowych.
