Jak podejść do wiosennej regulacji rzepaku przy ubytku rozety liściowej? W regionach, gdzie zimą nie było pokrywy śnieżnej, rzepak często wychodzi ze spoczynku w osłabionej kondycji. Rośliny są żywe, ale ich wigor i regeneracja postępują powoli. Jak w takich warunkach przeprowadzić wiosenne zabiegi regulacyjne i fungicydowe, aby wspierać zdrowotność roślin, zamiast pogłębiać stres?
Wiosenny zabieg fungicydowy na plantacjach z uszkodzoną rozetą powinien być traktowany przede wszystkim jako narzędzie wspierające regenerację i zdrowotność roślin, a nie jako agresywna ingerencja w pokrój łanu. Zbyt intensywna regulacja może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego i pogłębić stres, jaki przeżywają rośliny. W regionach, gdzie nie było pokrywy śnieżnej podczas najcięższych mrozów, rzepak wykazuje liczne uszkodzenia. Rośliny są żywe, ale ich wigor i tempo odbudowy rozety pozostawia wiele do życzenia.
Wkrótce nadejdzie czas agrotechniczny na zabieg regulacji pokroju, często wykonywany również jako pierwszy zabieg fungicydowy. Warto jednak zastanowić się, jak podejść do tego zabiegu, gdy rośliny są uszkodzone, a regeneracja przebiega powoli. Na początek lustracja. Rzepak nadal pod obserwacją. Nadal ocena stanu roślin na części plantacji bywa trudna, gdyż rośliny wolno się regenerują. Po wykopaniu nie widać dużej „brody” nowych białych korzeni, a jedynie kilkucentymetrowe przyrosty. Ograniczeniem jest chłodna i wilgotna gleba, która pomimo wysokich temperatur powietrza nagrzewa się bardzo powoli. Gleba to potężny akumulator ciepła – nagrzana wychładza się wolno, a zmarznięta ogrzewa się powoli. W efekcie rzepak wczesną wiosną wybudza się znacznie wolniej niż w ostatnich latach, kiedy rośliny nie przechodziły pełnego spoczynku zimowego, a ich wegetacja pełzała i była gotowa do szybkiego pobudzenia wiosną.
Ocena kondycji roślin i obsady. Dlatego nadal wielu rolników obserwuje jeszcze plantacje, martwiąc się powolną odbudową rozety. Warto mieć jednak świadomość, że część roślin słabych pochodzi już z jesieni – mają cienki korzeń, cienką szyjkę i wytworzyły mniej niż 10 liści. Taki rzepak zbudował ograniczony potencjał już jesienią, a jego zdolności regeneracyjne mogą być niewystarczające ze względu na małą liczbę pędów bocznych, które mogłyby wiosną wzmocnić łan. Niepokojące są także rośliny z uszkodzonym stożkiem wzrostu. Choć żywe, tworzą kilka równoległych pędów bocznych, które nie zawsze będą silne. Zupełnie inaczej zachowuje się roślina z uszkodzonym stożkiem wzrostu, ale i pąkiem wierzchołkowym – przypomina to sytuację po zgryzieniu przez jeleniowate. Wypuszcza pędy z pąków dolnych w szyjce lub z górnych fragmentów korzenia, które zwykle nie wytwarzają produktywnych łuszczyn i taką roślinę należy traktować jako martwą, gdyż nie wyda plonu.
Kształt i kondycja korzenia zależą głównie od jesiennej agrotechniki. W sezonach o dużych opadach jesienią korzeń nie sięga głębiej, a rozwija liczne korzenie boczne i włośnikowe w wierzchniej warstwie gleby. Niepokojące jest, gdy po wyrwaniu roślin włośników bywa niewiele, a korzeń jest wiotki, gumowaty lub wykazuje oznaki przegnicia. W takiej sytuacji, nawet jeśli część nadziemna rośliny jest zielona, roślina nie wykaże pełnego potencjału. Z każdym tygodniem będzie tylko gorzej, a roślina zamiast zregenerowania się będzie silnie reagować na wiosenne stresy, np. niedobór wody. Równie istotna jest obsada łanu. Im silniejsze rośliny jesienią, tym możliwa do pozostawienia mniejsza liczba roślin na metr kwadratowy wystarcza do zachowania potencjału plonowania. Słabsze rośliny wymagają większej liczby roślin, aby utrzymać możliwości produkcyjne łanu.
Wiosenna regulacja – zmiana celu zabiegu. Niezaprzeczalny zatem jest fakt, że rośliny tam, gdzie śniegu nie było, są osłabione po zimie, a rzepak wchodzi w wiosenną wegetację w osłabionej kondycji. Redukcja liczby liści po zimie ogranicza powierzchnię asymilacyjną, a uszkodzenia tkanek stają się wrotami infekcji. W takich warunkach regulacja wiosenna nadal ma sens, ale jej cel ulega nieco zmianie. Zabieg powinien wspierać odbudowę architektury łanu, ograniczać presję chorób i stymulować rozwój pędów bocznych, zamiast koncentrować się wyłącznie na skracaniu roślin. Kluczową w tej sytuacji zasadą jest unikanie regulacji „na siłę”. Roślina z ograniczoną liczbą liści gorzej reaguje na stres po zabiegu, a intensywna regulacja może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Im większy ubytek rozety, tym bardziej zachowawcze powinno być podejście do zabiegów.
Kolejność działań i dobór substancji czynnych. Dlatego przy takich plantacjach najpierw należy zadbać o regenerację roślin poprzez nawożenie azotem, siarką, magnezem i mikroelementami oraz obserwację odbudowy rozety. Dopiero gdy rzepak wyraźnie podejmuje wzrost i odbuduje aparat asymilacyjny, można rozważyć regulację, ograniczając jej intensywność poprzez redukcję dawki lub strategię dzieloną. W warunkach osłabionej rozety zdecydowanie bezpieczniejsze będą triazole, takie jak tebukonazol czy metkonazol, które łączą działanie regulacyjne z fungicydowym, przy łagodnym wpływie na rozwój roślin. Silne regulatory wzrostu wymagają dużej ostrożności, ponieważ mogą dodatkowo spowolnić tempo regeneracji roślin. Na takich plantacjach jest jeszcze za wcześnie na wykonanie zabiegu – po pierwsze rośliny mają zbyt słabą rozetę, po drugie nadal utrzymuje się wysoki stres fizjologiczny, a dodatkowo warunki temperaturowe nie są jeszcze optymalne.
Ochrona fungicydowa bardzo potrzebna. Należy jednocześnie mieć na uwadze, że osłabione rośliny są bardziej podatne na infekcje. W łanie obecnie występuje wiele gatunków grzybów saprotroficznych, które co prawda rozwijają się głównie na martwych tkankach, jednak w warunkach dużej ilości pożywki oraz osłabienia roślin niektóre z nich mogą porażać także tkanki żywe, jak np. sprawca szarej pleśni. Dodatkowo uszkodzenia mechaniczne, powstające m.in. w wyniku żerowania chowaczy, stają się wrotami infekcji grzybowych. Dlatego zabieg fungicydowy powinien przede wszystkim zabezpieczyć młode przyrosty. Część rolników w tej sytuacji decyduje się w pierwszej kolejności na wykonanie tzw. zabiegu „czyszczącego”, opartego na preparatach miedziowych i siarkowych. Rozwiązanie to jest bezpieczniejsze dla osłabionych roślin, a jednocześnie pozwala ograniczyć część potencjalnych źródeł infekcji. Zabieg ten ma największy sens w warunkach przedłużającego się stresu roślin, słabej regeneracji rozety oraz nie w pełni stabilnych temperatur, kiedy stosowanie silniejszych regulatorów wzrostu i fungicydów systemicznych mogłoby dodatkowo obciążyć rośliny. Preparaty kontaktowe działają powierzchniowo, ograniczając rozwój patogenów na uszkodzonych tkankach, bez istotnej ingerencji w procesy fizjologiczne roślin. Należy jednak pamiętać, że zabieg „czyszczący” nie zastępuje właściwej ochrony fungicydowej. Jego działanie jest krótkotrwałe i ograniczone, dlatego powinien być traktowany jako etap przejściowy – przygotowanie plantacji do właściwego zabiegu fungicydowego i ewentualnej regulacji pokroju w momencie, gdy rośliny odzyskają wigor, a warunki pogodowe ulegną stabilizacji.
Zdjęcie - pliki.farmer.pl