Sezon na Żuławach rozpoczął się nagle, a kilka dni zdecydowało o wszystkim. To czas, który nie daje rolnikom chwili wytchnienia. Najpierw rolnicy borykali się z nadmiarem wody, a teraz muszą stawić czoła szybkiemu przesuszeniu gleby. Rolnik Tomasz, gospodarujący na Żuławach Wielkich, relacjonuje, że po długich tygodniach przestoju w końcu przystąpił do prac wiosennych. W tym roku siewy rozpoczęły się po opóźnieniu, w krótkim oknie pogodowym, co wymusiło na nim szybkie działania.
Podczas gdy pszenica jara, bobik i len zostały już zasiane, kukurydza wciąż czeka na moment, gdy gleba osiągnie odpowiednią temperaturę. Tomasz wyjaśnia, że to nie wilgotność jest kluczowa, ale właśnie temperatura gleby, która na Żuławach zazwyczaj stabilizuje się na przełomie kwietnia i maja. "Nie ma sensu się spieszyć" - dodaje. Ta decyzja opiera się na doświadczeniu, ponieważ zbyt szybki siew kukurydzy mógłby przynieść więcej strat niż korzyści.
Ciekawym zjawiskiem w tym sezonie jest szybkie przesuszenie gleby, które nastąpiło po nadmiarze wody. Tomasz podkreśla, że sucha wiosna pomogła nadrobić zaległości, ale wymusiła również pewne zmiany w technice pracy. W niektórych miejscach konieczne było głębsze bronowanie, ponieważ wierzchnia warstwa gleby była zbyt sucha. Mimo to dominowała klasyczna, płytka uprawa wiosenna, a rolnik skupił się na szybkim i bezpiecznym przygotowaniu stanowiska.
W tym sezonie gospodarstwo Tomasza pracuje na dwóch siewnikach. Bobik został zasiany siewnikiem pasowym, co pozwala mu na osiągnięcie większej głębokości, podczas gdy zboża jare zostały zasiane klasycznym zestawem. Takie podejście umożliwia lepsze dopasowanie technologii do wymagań roślin, co ma duże znaczenie w kontekście suchych warunków wiosennych.
Kolejnym efektem zmian warunków pogodowych jest struktura zasiewów. W miejscach, gdzie jesienią nie udało się zasiać, teraz wchodzą uprawy jare. Jednym z najbardziej widocznych skutków jest ograniczenie rzepaku, którego praktycznie nie ma w tym sezonie ze względu na trudne warunki. To zmiana wymuszona, a nie planowana, pokazująca jak nieudany sezon może wpłynąć na kolejny.
Nie wszystkie uprawy przetrwały zimę w dobrej kondycji. Rolnik zauważa, że zboża ozime są rzadkie i słabsze, zwłaszcza na niżej położonych działkach. Różnice są wyraźne nawet w obrębie jednego gospodarstwa, gdzie na wyższych polach rośliny wyglądają lepiej. Długotrwała i intensywna zima oraz wcześniejsze zalania pól osłabiły systemy korzeniowe, co wpłynęło na kondycję roślin. Potencjalny spadek plonów jest jednym z najbardziej odczuwalnych skutków tych niekorzystnych warunków.
Tomasz zaznacza, że uprawy ozime, jeśli mają dobre warunki, zawsze plonują lepiej niż jare. Różnice w plonach mogą wynosić nawet dwie do trzech ton mniej z hektara. Tego rodzaju dane mają kluczowe znaczenie dla planowania sprzedaży w nadchodzących miesiącach.
Choć prace ruszyły, napięcie wciąż jest obecne. Rolnicy muszą podejmować szybkie decyzje, często w trakcie dnia, między jednym a drugim przejazdem. Tomasz podsumowuje: "Jeszcze chwilę temu ustalaliśmy strategię, a teraz musimy dokończyć siew kukurydzy". To zdanie odzwierciedla rytm tej wiosny - długie oczekiwanie, nagłe przyspieszenie i konieczność działania bez marginesu błędu. Sezon 2026 wszedł w fazę realizacji, a jego wynik wciąż pozostaje otwarty, co rozstrzygnie się w kolejnych tygodniach.
Zdjęcie - pliki.farmer.pl