Nasi rzeźnicy oraz masarnie przeżywają ciężki rok. Po fali problemów ze skażonym mięsem, które trafiło do Czech oraz na Słowacje, przez Polskę przetoczyła się fala kontroli weterynaryjnych oraz inspekcji sanitarnych. Kiedy wydawało się, że problem udało się rozwiązać na światło dzienne wyszła kolejna afera.
Problemy z polskim mięsem tym razem odkryto Byczyno w województwie Opolskim. W tamtejszej masarni odkryto ponad dwie tony mięsa nie wiadomego pochodzenia. Sprawą w trybie pilnym zajęła się prokuratura rejonowa w Kluczborku oraz powiatowi inspektorzy weterynaryjni.
Zakład przetwórni mięsnej został od razu zamknięty. Aktualnie trwa analiza stanu mięsa oraz próba określenia jego pochodzenia. Nie wiadomo co zeznał właściciel zakładu, gdyż podlega to pod tajemnicę śledczą. Jeśli potwierdzą się najgorsze przypuszczenia, możemy być świadkami odkrycia kolejnej gałęzi czarnego rynku, która zaopatruje wytwórnie w nielegalne, nieprzebadane mięso.
Kolejny incydent może ponownie zaszkodzić zaufaniu zachodnich kupców do polskiego mięsa. Nasza marka jeszcze nie została odbudowana po ostatnich problemach, co może znacząco wpłynąć na sytuację naszych producentów. Jednocześnie, po raz kolejny jesteśmy świadkami sytuacji, która potwierdza jak pilna jest zapowiada zmiana przepisów dotycząca przewozu i inspekcji mięsa. Ale dlaczego ostatnia inspekcja nie wykryła takiego mięsa? Tego dowiemy się ze śledztwa.
