Sytuacja epizootyczna w polskim drobiarstwie ponownie budzi niepokój. Ostatnie miesiące przyniosły nowe ogniska rzekomego pomoru drobiu (ND) w całej Polsce. Choroba ta nie ogranicza się już wyłącznie do dużych ferm, coraz częściej pojawia się także w przydomowych hodowlach oraz wśród ptaków dzikich.
Skala zjawiska pokazuje, że wirus pozostaje aktywny, a jego kontrola wymaga nie tylko działań służb weterynaryjnych, ale również większej dyscypliny bioasekuracyjnej w gospodarstwach.
Nowe ogniska u drobiu - kolejne regiony na mapie zagrożenia. W ostatnim czasie potwierdzono 5 nowych ognisk ND w stadach produkcyjnych, które dotyczyły kur rzeźnych. Choroba pojawiła się w województwach łódzkim, wielkopolskim, mazowieckim, lubuskim oraz zachodniopomorskim. Rozproszenie ognisk w różnych częściach kraju sugeruje, że wirus nie ma jednego źródła, a jego transmisja może odbywać się wieloma drogami, zarówno poprzez transport, jak i kontakt pośredni.
Ogniska w małych hodowlach i przydomowych stadach. Jeszcze bardziej niepokojąca jest sytuacja wśród ptaków utrzymywanych w niewoli. W tym segmencie odnotowano 11 ognisk obejmujących różne gatunki – od kur niosek po kaczki, gęsi, a nawet ptaki ozdobne i gołębie pocztowe. Najwięcej przypadków pojawiło się w województwie zachodniopomorskim, wielkopolskim, łódzkim i pomorskim. To wyraźny sygnał, że choroba łatwo przenika do mniejszych stad, gdzie bioasekuracja często jest ograniczona lub trudniejsza do utrzymania.
Ptaki dzikie - cichy wektor zagrożenia. Po raz pierwszy w tym roku potwierdzono również ogniska ND u ptaków dzikich, w sumie trzy przypadki. Zakażenia wykryto u gołębia miejskiego oraz myszołowa w województwie lubuskim oraz sierpówki w województwie lubelskim. To szczególnie istotna informacja dla hodowców, ponieważ obecność wirusa w środowisku naturalnym znacząco utrudnia jego kontrolę. Ptaki dzikie mogą działać jako rezerwuar choroby i źródło wtórnych zakażeń.
Dlaczego ND jest tak groźny dla produkcji drobiarskiej? Rzekomy pomór drobiu to jedna z najbardziej zakaźnych chorób wirusowych drobiu. W stadach produkcyjnych może powodować wysoką śmiertelność, gwałtowne spadki produkcji oraz konieczność likwidacji stad, co prowadzi do poważnych strat ekonomicznych. Dodatkowo każde ognisko wiąże się z wprowadzaniem stref zapowietrzonych i zagrożonych, co wpływa na handel i przemieszczanie drobiu.
Bioasekuracja znów na pierwszej linii. Aktualna sytuacja jasno pokazuje, że kluczowym narzędziem walki z ND pozostaje profilaktyka. Oznacza to przede wszystkim ograniczenie kontaktu drobiu z ptakami dzikimi, kontrolę osób i sprzętu wchodzących do gospodarstwa, dezynfekcję oraz stosowanie odzieży ochronnej, a także zgłaszanie podejrzeń choroby do służb weterynaryjnych. Szczególną uwagę powinny zwrócić małe gospodarstwa i hodowcy przyzagrodowi, gdzie ryzyko "cichego" rozprzestrzeniania się wirusa jest największe.
Sytuacja rozwojowa - potrzebna czujność. Rozkład ognisk w różnych regionach oraz obecność wirusa w populacji dzikich ptaków wskazują, że sytuacja pozostaje dynamiczna. Choć liczba ognisk nie jest jeszcze alarmująca w skali kraju, trend ich pojawiania się wymaga wzmożonej czujności. Najbliższe tygodnie będą kluczowe - zarówno dla służb weterynaryjnych, jak i dla samych producentów drobiu. W takich warunkach każdy błąd w bioasekuracji może kosztować bardzo dużo.
Zdjęcie - agronews.com.pl