Druga dawka azotu w pszenicy – podać czy poczekać?
close_up

Deze website maakt gebruik van cookies. Lees meer over het doel van cookies en het wijzigen van cookie-instellingen in uw browser. Door deze website te gebruiken, gaat u akkoord met het gebruik van cookies in overeenstemming met de huidige browserinstellingen Meer informatie over cookies

Druga dawka azotu w pszenicy – podać czy poczekać?

Leestijd: iets meer dan 4 minuten

Druga dawka azotu w pszenicy – podać czy poczekać?

Co z drugą dawką azotu? Podać, czy czekać na deszcz? Brak opadów sprawia, że rolnicy zastanawiają się nad decyzją o zastosowaniu drugiej dawki azotu w zbożach. Prof. Witold Szczepaniak z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu wyjaśnia, kiedy warto poczekać, a kiedy działać tuż przed deszczem. Azot potrzebuje wody – bez deszczu składnik nie jest dostępny dla ozimin. Druga dawka w zawieszeniu – decyzja zależy bardziej od prognoz opadów niż od fazy rozwojowej pszenicy. Sytuacja w wielu regionach jest niepokojąca. Słabe krzewienie i ograniczone pobieranie azotu grożą redukcją potencjału plonowania. W wielu gospodarstwach pierwsza dawka azotu została wysiana na początku marca, ale efekty są bardzo ograniczone. Rośliny nie wykorzystują składnika, który już znajduje się w glebie.

– Możemy powiedzieć, że azot jest w glebie, ale nie jest wykorzystywany – tłumaczy prof. Szczepaniak. – On czeka na warunki do pobrania, czyli solidne opady i wyższe temperatury. Kluczowe są dwa czynniki, których niestety tej wiosny brakuje jednocześnie. Dodatkowo sytuację pogorszyły przymrozki, co wstrzymywało rozwój roślin.

Pierwsza dawka jeszcze niewykorzystana

Rolnicy zauważają, że zboża lekko się zazieleniły, ale to nie przekłada się na realne budowanie plonu. – To, że one się trochę zazieleniły, to wiadomo, ale żeby ta pierwsza dawka, która już jest w glebie od tygodni, mocno dokrzewiała – tego nie widać niestety – mówi ekspert. Wyjaśnia też, dlaczego tak się dzieje: – Ten azot migrował w głąb gleby, ale aby wszedł zbyt głęboko, to nie. Trochę korzenie te górne pobierają, ale to za mało, by przyspieszyć wzrost i nie działa to pobudzająco na ich dokrzewienie.

Najbardziej niepokojąca jest sytuacja plantacji, które były słabo rozkrzewione jesienią. To one najmocniej odczuwają obecne warunki. – Te rośliny, które były słabo rozkrzewione, wyglądają słabo albo wręcz bardzo słabo. Nadal widać glebę. Łany są rzadkie – ocenia prof. Szczepaniak.

Druga dawka – podać czy poczekać?

W obecnych warunkach druga dawka azotu przestaje być oczywistością. Jak podaje ekspert, jej zastosowanie można uzasadnić tylko w określonych sytuacjach. – Możemy ją rozważyć, bo pierwsza dawka nie działa – jest sucho, są przymrozki – aby zwiększyć koncentrację w roztworze glebowym – wyjaśnia profesor. Dodaje jednak ważne zastrzeżenie: – Roślina pobierając taką samą ilość wody z gleby dostarczy więcej tego składnika, co powinno przyspieszyć regenerację, ale czy my to polepszymy? Bez wody tego i tak nie jesteśmy w stanie przyspieszyć. Musimy "polować" na opady. To oznacza, że efekt takiego działania może być ograniczony.

Ekspert radzi: – Jeśli gleba jest sucha, zbita, a wierzchnia warstwa przesuszona – lepiej się wstrzymać i czekać na deszcz. Jeśli gleba nie ma powierzchniowej wilgoci, to jest bez sensu dawanie azotu. Sypanie na beton, jeśli mam problem z rozpuszczaniem nawozu, to proszenie się o straty. Aplikacja nawozu w takich warunkach nie przynosi korzyści. Prof. Szczepaniak przypomina fundamentalną zasadę: – Roślina pije, nie gryzie, więc jeśli nie ma roztworu glebowego, to ona tego nie wypije. Zysku nie ma żadnego, tylko można stracić na drogim azocie.

Kluczowy moment: tuż przed deszczem

Jeśli jednak pojawia się szansa na opady, sytuacja zmienia się diametralnie. – Dobrze by było, aby gdy będą prognozy deszczu, nie czekać do deszczu, tylko rozsiewać tuż przed nim – tłumaczy prof. Szczepaniak. Wyjaśnia, dlaczego to tak ważne: – Jeśli położymy po deszczu, to będziemy znowu czekali na kolejny deszcz, który ten azot wymyje w głąb gleby. Deszcz powinien nie tylko rozpuścić, ale przede wszystkim wmyć ten azot w głąb gleby.

Lokalnie sytuacja może być zupełnie inna

Ekspert podkreśla, że decyzje muszą być podejmowane lokalnie, ponieważ warunki potrafią się różnić w różnych regionach kraju. – Dostałem telefon z Opolszczyzny, gdzie rolnik mówił, że dostał 30 mm opadu. W tej sytuacji niech pan na nic nie czeka, tylko rozsiewa – relacjonuje. Nawet jeśli fazy nie ma, to przynajmniej wykorzysta się wodę i zabezpieczy ten azot w glebie, który w tej sytuacji będzie zabezpieczony przed stratami.

Ten rok nie jest dla mocznika

Sytuację komplikuje także forma nawozu. – Ten rok zupełnie nie pasuje mocznika z inhibitorem ureazy w przypadku nawożenia ozimin. Jest za zimno i za sucho – ocenia profesor. W takich warunkach jego działanie jest zbyt wolne, co sprawia, że nie będzie efektywnie działało ani szybko, ani skutecznie, szczególnie przy tej pogodzie.

Woda i jeszcze raz woda

Cała strategia nawożenia sprowadza się dziś do jednego pytania: – Kiedy przyjdą opady? Na to pytanie nikt nie zna odpowiedzi – przyznaje prof. Szczepaniak. To właśnie ta niepewność definiuje obecny sezon. Azot jest, technologia jest, wiedza jest – brakuje tylko jednego elementu, który decyduje o wszystkim – deszczu.

Zdjęcie - pliki.farmer.pl

Onderwerpen: Agronomia, Pogoda, Agrochemia

Czytać wiadomości stało się łatwiejsze! Czytaj w Telegram.
Agronews

Nieuws over dit onderwerp

Wachtwoord vergeten?
Ik ga akkoord met de gebruikersovereenkomst

Связаться с редакцией